Co wynika z historii „Rybki”? Miniwywiad.

Spółdzielnia Socjalna „Rybka” powstała na początku 2011 r. Działalność rozpoczęła w styczniu 2012 r. W tej chwilii zatrudnia 6 osób i coraz prężniej działa na rynku. Czego z historii Rybki mogą się nauczyć przyszli spółdzielcy?

Parę dni temu rozmawiałem na ten temat z przedstawicielami Spółdzielni Socjalnej „Rybka” (Gabrielą Szymkowiak – prezesem zarządu oraz Jarosławem Szymkowiakiem – wiceprezesem). Oto zapis tej rozmowy.

WZ: Zacznijmy od początku. Jaka jest Wasza historia?

JS: Wszystko rozpoczęło się w 2010 roku, gdy dowiedzieliśmy się, na czym polega idea spółdzielczości socjalnej. Pół roku później, po zebraniu grupy, dowiedzieliśmy się o Stowarzyszeniu Współpracy Regionalnej w Chorzowie. Stowarzyszenie to prowadziło (i dalej prowadzi) projekt Spółdzielnie Socjalne Drugiej Generacji i to właśnie w ramach tego projektu postanowiliśmy realizować pomysł.

GS: Chcieliśmy rozpocząć działalność w zabytkowej dzielnicy Katowic, Nikiszowcu. Pomysł polegał na stworzeniu lokalu, w którym można by było zjeść tradycyjne śląskie dania i desery, w miłej atmosferze oraz w towarzystwie przeróżnych wydarzeń artystycznych. Zauważyliśmy także, że nie można dostać żadnych pamiątek związanych z zabytkowymi miejscami w Katowicach i tym także chcieliśmy się zająć. Z ramienia tego samego projektu przeszliśmy szkolenia z ceramiki i sitodruku. Od miasta użyczyliśmy zabytkowy lokal w innej zabytkowej dzielnicy Katowic, Giszowcu i od 4 stycznia 2012r. prowadzimy w nim kawiarenkę. Ze względu na długi remont musieliśmy na razie odsunąć plany dotyczące pamiątek, ale z pewnością do nich wrócimy.

WZ: Co było dla Was najbardziej zaskakujące w tym pierwszym okresie?

JS: Jeśli chodzi o udział w projekcie, to na pewno zaskakująca była liczba dokumentów, które musieliśmy wypełniać. Dotyczy to zwłaszcza rozliczania dotacji. Prawie każda zmiana w wydatkach wymagała szczegółowego uzasadnienia. To było bardzo trudne i kosztowało nas sporo nerwów.

Pozytywnym zaskoczeniem był natomiast kontakt z pracownikami projektu. Spodziewaliśmy się raczej służbowych relacji, a okazało się, że często „nadajemy na tych samych falach”.

GS: Kolejna rzecz to stan techniczny lokalu. Po wstępnym obejrzeniu wydawało nam się, że wystarczy go nieco odnowić, część rzeczy przerobić, a okazało się, że wiele rzeczy trzeba było zrobić na nowo. Wzięliśmy ten lokal niejako w ciemno, ale przynajmniej na preferencyjnych warunkach. Jego zaletą jest też to, że zapewnia nam możliwości rozwoju (planujemy m.in. na dole, w piwnicy zrobić porządną śląską kuchnię).

WZ: OK. A jakie są trzy rzeczy, które zrobilibyście inaczej?

JS: Pierwszą rzeczą, którą na pewno byśmy zmienili, to dobór osób uczestniczących w projekcie. Z perspektywy czasu widzimy, że powinniśmy dobierać te osoby z większą uwagą. Muszą to być osoby, które potrafią pracować w grupie i dogadywać się z innymi. W naszym przypadku okazało się, że po pewnym czasie pojawiła się osoba, która siała zamęt i nieufność. Zaczęły się także intrygi… Czasami tego nie da się sprawdzić, ale warto przyglądać się kandydatom do pracy w spółdzielni i jeśli możliwe zasięgać o nich opinii.

Remont trwał o wiele za długo oraz został zrobiony nierzetelnie. Nasze doświadczenia wskazują, że w przypadku wyboru wykonawców do tak poważnych prac warto kierować się rozsądkiem, a nie sercem. Dlatego drugą rzeczą, byłoby zlecenie remontu komuś innemu, oczywiście po dokładnym sprawdzeniu takiego wykonawcy. Przestrzegamy przed branżą budowlaną. Najlepiej wziąć kogoś z polecenia.

GS: Trzecia rzecz to zapewne lepsze rozplanowywanie oraz podział obowiązków wewnątrz spółdzielni. Na początku działalności wszyscy robili wszystko, przez co dublowaliśmy zadania – często też efekt był niezadowalający i zdarzało się, że trzeba było poprawiać. W tej chwili każdy wie co ma robić i robi to, co lubi najbardziej i potrafi najlepiej.

WZ: Jakie macie trzy rady dla przyszłych spółdzielców socjalnych?

JS: Spółdzielnia socjalna to bardzo specyficzny rodzaj działalności, dlatego najważniejsza jest zgrana grupa, która nawet w momencie kryzysowym jest w stanie wypracować porozumienie.

GS: Warto też starać się nawiązać kontakty z instytucjami pożytku publicznego (np. organizacjami pozarządowymi) oraz podmiotami, które są z nami zgodne ideowo. Pozyskujemy również w ten sposób klientów, którym oferujemy m.in. cateringi. Budujemy rodzaj partnerstwa, w którym korzyści mają wszyscy partnerzy (np. potrafimy wydłużyć termin płatności lub wykonać usługę nawet na preferencyjnych warunkach, dla podmiotów, które z nami współpracują od dłuższego czasu).

W spółdzielni powinna też znaleźć się osoba, która zajmie się pozyskiwaniem klientów i na tym się skoncentruje. Fakt, że jesteśmy spółdzielnią socjalną czasem zraża do nas potencjalnych klientów, ale trzeba z tego zrobić atut. Jeżeli ktoś daje zlecenie spóldzielni, to pomaga osobom, które miały trudności na rynku pracy, czyli robi dobry uczynek.

Trzeba mieć też dużo samozaparcia. Pieniądze nie przychodzą od razu i nie przychodzą łatwo.

WZ: Dziękuję za rozmowę.

Spółdzielnia Socjalna Rybka zakwalifikowała się (jako jedna z trzech firm społecznych w kraju) do ostatniego etapu Konkursu na najlepsze Przedsiębiorstwo Społeczne Roku w kategorii „Pomysł na rozwój”. Więcej informacji na temat tego konkursu można znaleźć tutaj.

Zachęcam do głosowania na Spółdzielnię Rybka w w/w konkursie na Nagrodę Publiczności. Można to zrobić tutaj.

Jeśli Cię coś zaciekawiło w historii Spółdzielni Socjalnej „Rybka”– jak zwykle – zapraszam do komentowania wpisu poniżej.

Co wynika z historii „Rybki”? Miniwywiad.
Oceń ten wpis

Etykiety:, , ,

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Zabezpieczenie antyspamowe *